Lifestyle

Spod zamarzniętych powiek, Adam Bielecki, Dominik Szczepański. Podręcznik pasji.

1 lutego 2018
spod zamarzniętych powiek

Smutne doniesienia, które docierały przez ostatnie dni spod Zabójczej Góry, rozdmuchane przez szukające sensacji media, rozgrzały nasz naród do czerwoności. Dały Polakom kolejną dziedzinę, prócz skoków narciarskich, w której mogli obwołać się ekspertami – pomimo że tak jak ze skocznią narciarską, tak z wejściem na szczyt mają tyle wspólnego, co ja z byciem górnikiem. Grono kanapowych znawców wygłaszało swoje opinie zarówno na temat przebiegu akcji ratunkowej, jak również na temat ludzi, którzy ryzykują swoje życie, by wspiąć się na szczyt. Wszyscy stali się specjalistami od himalaizmu, jego zasadności oraz kwestii technicznych oraz mentalnych, które kierują ludźmi testującymi granice swoich wytrzymałości.

Ta medialna zawierucha odbiła się w sposób, którego Adam Bielecki – jeden z bohaterów akcji na Nanga Parbat – na pewno nie przewidywał, gdy razem z Dominikiem Szczepańskim pracował nad swoją autobiografią wydaną (o, ironio) rok temu. Takiego obrotu spraw nie spodziewał się również wydawca. Spod zamarzniętych powiek rozeszło się bowiem na pniu w ciągu kilku dni i nie sposób kupić papierowej wersji stacjonarnie, zamówienia zaś będą realizowane z tygodniowym opóźnieniem. (Jedynymi dostępnymi formatami są na ten moment mobi i epub.) Jak cała rzesza innych, sięgnęłam po tę pozycję z chęci poznania, czego szukają himalaiści na śmiertelnych wysokościach. Bo choć nie należę do kanapowców i moje pojęcie przeżywania różni się znacząco od ogólnie przyjętej (i jedynej „właściwej”) normy ryzyka (o czym możecie przeczytać tutaj), wspinanie i wystawianie się na tak ekstremalne warunki to dla mnie poziom abstrakcyjny.

Nie chciałam „zrozumieć” – bo ja już rozumiem. Chciałam sprawdzić, czy doświadczanie życia różni się w zależności od tego, jakie aktywności podejmujemy – czy może po prostu każdy człowiek potrzebuje innych bodźców do tego, by osiągnąć to samo: spełnienie.

Opowieść Adama wydawała się być odpowiednim źródłem.

Opowieść jak rollercoaster

Kojarzycie filmy, w których pierwsza minuta to wielkie BUM!, a potem akcja już tylko przyśpiesza, nie pozostawiając widzom chwili na złapanie oddechu, ale wątki są tak ciekawe i intensywne, że nie da się tak po prostu nacisnąć pauzy? Taka jest ta książka. Z pierwszym zdaniem czułam się, jakbym wsiadła do pociągu, który się rozpędza i wysiąść z niego mogę tylko w pędzie i ze świadomością, że lądowanie będzie bolesne i mocno się poobijam. Adam Bielecki wciąga nas w swoje szalone górskie życie pełne wspaniałych i niewyobrażalnych wydarzeń i wspomnień; gdzie zwykły człowiek zakochany w górach robi wszystko na przekór czasom, braku środków, ustrojowi politycznemu, by realizować swoje marzenia i cele. To swoista spowiedź z jego górskiego życia – od młodego chłopaka, który zakochuje się we wspinaczce do doświadczonego mężczyzny, który stoi u progu panteonu najwybitniejszych himalaistów. Bo Adam Bielecki, choć sam tego nie przyznaje, himalaistą już jest wybitnym.

Bielecki okazuje się wspaniałym narratorem – interesującym i rozbrajająco szczerym. W swojej opowieści zabiera czytelników w głąb swojego świata, pełnego retrospekcji wydarzeń, sytuacji, doświadczeń. Odsłania kulisy wypraw, odzierając je z mistycyzmu i patosu. Opisuje zarówno swoje sukcesy i porażki – bez nadęcia, buty, czy arogancji. Przytacza historie, które dziać się mogą tylko na ekstremalnych wysokościach, w warunkach nie do wytrzymania – tak niekiedy kuriozalne, że z piersi wydobywa się niekontrolowany śmiech. Ale nie unika również tematów trudnych i bolesnych: o tym, jak tracił w górach partnerów, współtowarzyszy i przyjaciół. Tragicznym wydarzeniom na Broad Peaku poświęcił spory – i wyczekany przez polskie środowisko górskie – do bólu szczery fragment. Uchyla również rąbek tego, co siedzi w głowach himalaistów tam wysoko, w górze, co ciągnie ich na sam szczyt, czego tam szukają – i czy cokolwiek znajdują tam, gdzie na świat spogląda się spod zamarzniętych powiek. I to wszystko opisane tak lekkim, zwykłym, pozbawionym patetycznych wtrąceń językiem, jakby siedziało się z Adamem w barze przy piwie.

Autor jaskrawo pokazuje również, jak bardzo świadomy jest tego, że nie byłby tu, gdzie jest teraz, bez wsparcia bliskich: rodziców, którzy pomimo strachu wspierali syna w najbardziej szalonych eskapadach, żony, której akceptacja i zrozumienie dla niego sięga granic wyobrażeń. Rodziny, która jego pasji w dużym stopniu podporządkowała życie – również zawodowe – lecz pod którą on układa też swoje. Pokazuje, jak bardzo brak w nim egoizmu, o który himalaistów posądzają postronni ludzie.

Pasja przede wszystkim

Spod zamarzniętych powiek jest szybkie, pełne pasji, czegoś, co mogę nazwać „pozytywnym szaleństwem”. Nie pozwala na oddech. Czyta się je jak dobrą powieść przygodową autorstwa Alfreda Szklarskiego. Pomimo wszystkich wspomnień, tych dobrych i tych trudnych, bije z niego energia i optymizm, który ciągnie nas za Adamem i kusi by wejść w tej jego szalony, piękny górski świat. Obrazuje człowieka, który miał ogromne szczęście życiowe odnaleźć swoją pasję w młodym wieku, co pozwoliło mu na przeżycie swojego życia w taki sposób, jaki był zgodny z jego wewnętrznym „ja” i zdobycia uprawnionych szczytów – dosłownie i w przenośni. Niewielu ludzi ma taką możliwość, a wszyscy powinni.

Tej opowieści się nie czyta – ją się chłonie. I jedyne, czego żałuję, to fakt, iż nie było mi dane zakupić jej w wersji papierowej. Pełna jest bowiem fotografii, które uzupełniają opowieść, pozwalają poczuć choć namacalnie klimat historii. Obie wersje wyposażone są jednak w dodatkowy bonus od autora – kody QR, które przenoszą nas do kanału Adama na YouTube, gdzie możemy obejrzeć filmiki z opisywanych wypraw. Niezależnie od formatu, jest to doskonała pozycja zarówno dla tych, którzy spędzają w górach czas, jak również tym, którzy chcieliby zrozumieć, co tak naprawdę ciągnie w nie innych. Jeśli wydaje Ci się, że wiesz sporo o himalaizmie, prawdopodobnie pokaże Ci, że nie wiesz nic (no chyba, że właśnie wróciłeś z Karakorum). A po przeczytaniu tej książki pozostaje tylko żal – że to już koniec.

Czy znalazłam w niej odpowiedź na to, czego szukałam? Tak. Po stokroć tak.

Spod zamarzniętych powiek to biografia niedokończona, urwana tak naprawdę w połowie drogi Adama. Mam ogromną nadzieję, że za kilkanaście lat zaserwuje nam drugą – równie ekscytującą część. Stała się dla mnie jedną z niewielu książek, do której na 100% wrócę – i to w wersji papierowej.

Szczerze Ci ją polecam.

Ściskam! / U.

You Might Also Like