Cykle, Monthly favs

Monthly favourites – November 2017

30 listopada 2017
podsumowanie miesiąca

Listopad to nie był dla mnie najbardziej udany miesiąc. Już nie taki piękny i złoty jak październik, snuł się sennie i deszczowo, dłużąc się niemiłosiernie. I choć doświadczenie z kilku ostatnich lat nauczyło mnie, że z końcem listopada wcale nie następowała piękna śnieżna zima, to w duszy błagałam go, by już gdzieś sobie poszedł, męczyć kogo innego, i zabrał ze sobą tę pluchę i słotę. Suma sumarum listopad wysłuchał moich próśb i w ostatni dzień, na pożegnanie przyniósł iście bożonarodzeniową aurę. Teraz więc będę się modlić, by ten piękny śnieg utrzymał się do Świąt i oby tegoroczne – pierwszy raz od kilku lat – były białe i śnieżne.

Próbując przetrwać ten depresyjny miesiąc ratowałam się najróżniejszymi metodami, a kilka z nich wpisało się na listę moich ulubieńców. Dlatego serdecznie zapraszam Was na moje cykliczne podsumowanie miesiąca. Mam nadzieję, że któryś z moich listopadowych ulubieńców przypadnie i Wam do gustu.


Inne wpisy z cyklu Monthly favourites możecie zobaczyć tutaj.

Fotografia

#instahusband

Z dniem zakupu drugiego aparatu zapowiedziałam mojemu mężowi, że zacznę go szkolić w robieniu zdjęć i niech mi się nawet nie próbuje od tego wymigać. Często bowiem brakuje mi drugiej osoby, która uwieczniłaby mnie na fotografiach, żebym wreszcie mogła poszczycić się mianem blogerki pełną gębą (hehe). Dlatego teraz od czasu do czasu wkładam memu małżonkowi w ręce aparat z odpowiednimi ustawieniami i mówię do niego: „naciśnij tylko tu i się wyostrzy”. Ten patrzy na niego, jakby trzymał w ręku żmiję, po czym robi 150 zdjęć, rozglądając się na boki, czy nikt nie widzi. Ostatnimi czasy widzę, że nawet zaczyna sprawiać mu to przyjemność i coraz częściej sam po ten aparat sięga. A oto próbka tego, co udało mu się zrobić.

Dziękuję Ci, mężu. Jesteś niezastąpiony!


Więcej zdjęć autorstwa mojego instahusbanda (hehe) możecie znaleźć u mnie… na Instagramie, oczywiście. 😉

#grafika

Od pewnego już czasu starałam się stworzyć swój własny, uniwersalny preset, dzięki któremu moje zdjęcia – zwłaszcza te, które publikuję na Instagramie – wyglądałyby spójnie. Wbrew pozorom wcale nie było to łatwe, bo przecież nie każda fotografia zawiera taką samą gamę kolorystyczną. Dlatego też musiałam przejrzeć wiele zdjęć i popracować nad ogromem fotografii. Nie jest jeszcze do końca idealnie, ale dotychczasowe efekty już teraz znacznie ułatwiają mi pracę. Teraz czekam na jakiś zimowy wypad, bo nadchodząca jasna i biała sceneria wyciągnie pewnie wszystkie jego [presetu – przyp. Ula] niedociągnięcia… Wish me luck! 😉

Mój profil na IG z dnia 30.11.2017

Lifestyle

#uroda

Nie lubię się do tego przyznawać, ale moje paznokcie są zazwyczaj w opłakanym stanie. Listopadowe poszukiwania umilaczy natchnęły mnie, by zrobić coś, bym wreszcie nie wstydziła się swoich dłoni. Wybrałam się do szumnie polecanego Mani Garden na Limanowskiego w Krakowie, by sprawdzić, czy pochwały tego miejsca są zgodne z rzeczywistością.

Mani Garden nie należy do tanich miejsc – w innych gabinetach usługi bywają tańsze. Ten salon jest jednak potwierdzeniem mojej tezy, że jakość musi kosztować. Nigdy bowiem nie miałam tak dokładnie i idealnie przedłużonych paznokci – i wcale nie wyglądały na sztuczne szpony. Dodatkowo piękny rustykalny wystrój salonu sprawia, że aż chce się do niego wracać. Ja nie mogę się już doczekać następnej wizyty.

podsumowanie miesiąca

#moda

Wreszcie mogłam uwiecznić moją wyczekaną parkę z Mango, dzięki której czuję się niemalże jak postać z Gry o Tron (futrzany kołnierz jest nieziemski!). Tak naprawdę jest ona dla mnie kwintesencją zimowego street style’u. Jak ja uwielbiam taki styl! Nie zamierzam go zmienić nawet po 30-tce. 😉

I… to by było tyle. Mówiłam Wam – listopad to nie był mój miesiąc. Jednak gdy wyglądam teraz za okno, uśmiecham się mimowolnie na widok śniegu i myślę sobie, że grudzień z pewnością przyniesie dużo więcej ulubieńców. Już nie mogę się go doczekać!

Ściskam Was mocno! / U.

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply