Fotografia, Polecane, Social media

3 fakty na temat zdjęć popularnych instagramerów, o których trzeba wiedzieć

21 listopada 2017
sardynia

Zakładam, że jako osoba lubiąca fotografię, czytająca blogi, czy też będąca millenialsem, posiadasz konto na Instagramie (a jeśli tak, zachęcam Cię do obserwowania mojego profilu 🙂 ). Założę się również, że jeśli masz na nim konto, obserwujesz nie mnie, ale z pewnością mniej lub więcej znanych profili – nie ważne, czy są to konta blogerek lifestylowych, czy podróżników. I jestem również przekonana, że od czasu do czasu zachodzisz w głowę, jak to jest, że Twoje zdjęcia, jakkolwiek bardzo wypieszczone, zawsze są dużo gorsze, a żadne filtry nie są w stanie przybliżyć ich do tych publikowanych przez najbardziej znanych influencerów.

Otóż, świat Instagrama jest trudny i żeby się w nim przebić trzeba zdać sobie sprawę i pogodzić się z kilkoma smutnymi prawdami. Jakimi?

Czytaj dalej…

Lifestyle, Polecane

Koc z merynosa. Cała prawda o instagramowym fenomenie

14 listopada 2017
koc z merynosa

Kto nie pamięta boomu na koce z merynosa? Jakiś rok temu było o nich niezwykle głośno, a profile instagramowe przejął z takim impetem, że ciężko było znaleźć blogerki, które na jego tle nie prezentowały swoich skarbów. Nic w tym dziwnego – koce te wyglądają po prostu przepięknie i aż chce się pod nimi schować w zimne wieczory. Ja również uległam tej modzie i wzdychałam do nich, scrollując aplikację. A jako że mam ciągoty do DIY i nie lubię przepłacać za produkty, przy których nie jestem do końca w stanie określić kosztów surowca i pracy, zdecydowałam się zrobić go sama.

Obecnie moda na te koce zmalała (bo wszyscy, którzy mieli je kupić, już to zrobili), lecz ich popularność wciąż trzyma się na wysokim poziomie. Dlatego jeśli rozważasz jego zakup, śpieszę z kilkoma praktycznymi obserwacjami, które poparłam swoimi osobistymi doświadczeniami z ponad roku „życia z kocem z merynosa”. Mam nadzieję, że odpowiem na kilka nurtujących Cię pytań.

Czytaj dalej…

Lifestyle

It ends with us, Colleen Hoover. O książce, która złamała mi serce

8 listopada 2017

Colleen Hoover nie jest dla mnie pisarką numer 1. Lubię ją, choć nie uwielbiam. W świecie powielających się i pisanych na jedno kopyto romansów jej powieści są powiewem świeżości. Ukazują zupełnie nowe spojrzenie na miłość – miłość trudną, czy niejednoznaczną, gdzie przeciwności losu są czymś więcej niż wybojami. Jej historie ukazują zupełnie odmienne od utartego spojrzenie na związki dwojga ludzi. I choć dla mnie niektóre z nich, jak na przykład Confess, są z lekka wydumane, a ich rozwiązania dziecinnie naiwne – połykam je jednym tchem. Autorka potrafi bowiem magnetycznie i namacalnie opisywać uczucia bohaterów, dzięki czemu historie te zawsze, mniej lub bardziej, przeżywam: czasem kilka godzin, a czasem kilka dni. Problem w tym, że Hoover przyzwyczaiła czytelników do tego, że jej powieści zawsze kończyły się happy endem, stając się często miodem na stęsknione miłości serca.

A w It ends with us nie ma happy endu.

Czytaj dalej…

Lifestyle

Jak to jest być zodiakalną Wagą?

5 października 2017

Pozwolę sobie na jeszcze jeden post w klimacie urodzinowym, bo ma się je w końcu raz w roku, toteż świętować można przez kilka dni (a co!). Zniesiesz to? Mam nadzieję. I liczę, że zaakceptujesz fakt, że temat dzisiejszego wpisu będzie radykalnie odbiegał od tych, które poruszałam do tej pory, bo dziś nie będzie o fotografii, a o… astrologii! Konkretniej o znaku zodiaku. Jedynym w swoim rodzaju. Wyjątkowym. W każdym znaczeniu tego słowa.

No jasne, że o Wadze! W końcu spod tego znaku jestem.

Generalnie nie przywiązuję zbyt dużego znaczenia do żadnych astrologicznych dyrdymałów. Nie czytam horoskopów (i tym bardziej w nie wierzę). Lubię jednak obserwować ludzi i z tych obserwacji wywnioskowałam, że w tych astrologicznych gadaniach coś jednak jest. Dostrzegłam bowiem duże podobieństwa pomiędzy ludźmi urodzonymi pod tym samym znakiem zodiaku, a moje towarzyskie doświadczenia utwierdziły mnie w przekonaniu, że zodiakalne Wagi są trochę specyficzne i nierzadko nie do końca rozumiane lub odbierane opacznie przez otoczenie.

Jeśli więc jesteście zmuszeni (hehe) żyć lub obcować z zodiakalną Wagą, ten post jest dla Was.


Ten wpis jest sumą moich doświadczeń i obserwacji. Jeśli się z nim nie zgadzacie, to chętnie zobaczę Wasz punkt widzenia. Dlatego nie wahajcie się komentować i pozostawić swojej opinii!

Czytaj dalej…

Lifestyle

October Girl

2 października 2017

Październik nadszedł. Miesiąc niezmiennie dla mnie wyjątkowy, bo sam jego początek przychodzi do mnie z nowym rokiem życia w prezencie. Powinnam go nienawidzić, zwłaszcza w tym wieku, gdy urodzin nie świętuje się już z takim entuzjazmem… a pomimo tego lubię ten cholerny październik. Jest on dla mnie tym, czym dla innych styczeń – czasem robienia planów na nadchodzący rok życia (a przynajmniej na ostatnie 3 miesiące roku kalendarzowego) i ich notorycznego (nie)dotrzymywania.


Ten wpis będzie wpisem osobistym, bo to mój blog i mam do tego prawo. 😉

Gdy miałam lat 20, czy 22, każde kolejne urodziny były powodem do hucznego świętowania, kiedy nie mogłam doczekać się prezentów (oczywiście), życzeń słanych od bliższych i dalszych, a uśmiech nie znikał mi z twarzy. Byłam młoda i tak się czułam, a upływ czasu nie dawał się tak we znaki. Tak mijał rok za rokiem, aż jakoś niezauważenie stuknęło mi 26, potem 27 lat i coś we mnie drgnęło. Gdzie i kiedy one minęły i dlaczego tak szybko?

Czytaj dalej…

Fotografia, Lifestyle

Make Photography Easier, Katarzyny Tusk. Poradnik, czy zbiór przypadkowych rad?

28 września 2017

Kilka tygodni temu środowisko blogowe zelektryzowała wiadomość, że Kasia Tusk, autorka bloga Make Life Easier, planuje wydanie nowej książki. Najnowsza pozycja nie miała nawiązywać do Elementarza stylu, który odniósł sukces sprzedażowy, lecz do kolejnej wielkiej miłości blogerki – fotografii. Make Photography Easier spotkała się z natychmiastową krytyką, choć książka nawet jeszcze nie trafiła do druku (!), a wiele osób z branży odmawiało autorce prawa do wiedzy na temat tej dziedziny. Promujące książkę w pierwszych chwilach zdanie: „Trzeba wybrać miejsce, pomyśleć nad ujęciem i nacisnąć spust migawki”, choć niefortunne, nie wpłynęło jednak negatywnie na atmosferę oczekiwania na dzień premiery.

Styl zdjęć Kasi Tusk i jego fenomen zawsze mnie fascynowały. Fotografie te są bowiem pozornie zwyczajnymi kadrami dnia codziennego. (Świadomie pomijam zdjęcia stylizacji, ponieważ to nie ona staje wówczas za obiektywem). Wydają się one niemalże nietknięte postprodukcją (choć wprawne oko zauważy wcale niemałą obróbkę) i mają w sobie coś magnetycznego. Nostalgicznego. Powolnego. Ujęcia te to slow life w dobrym tego słowa znaczeniu. I być może chodzi o to, że zdjęcia robione przez Kasię są namacalne. Wydaje się, że każdy z nas jest w stanie takie zrobić, choć w rzeczywistości fotografia lifestyle’owa to jeden z najtrudniejszych tematów i by osiągnąć w nim wysoki poziom trzeba ogromu pracy i talentu.

Z tego, co zrozumiałam, Make Photography Easier miała być swoistym kompendium zawierającym odpowiedzi na najczęściej zadawane w komentarzach na blogu Kasi pytanie: jak robić takie zdjęcia? Zakupiłam ją, znudzona kolejnymi książkami, które po raz wtóry traktowały o zagadnieniach technicznych. Potrzebowałam podpowiedzi, jak skomponować właśnie proste lifestyle’owe kadry, które moich odbiorców złapałyby za serce. Miałam więc dość duże oczekiwania względem tej pozycji. Czy udało się jej je spełnić?

Czytaj dalej…

Fotografia, Polecane

Fotografujesz? Oto 3 powody, dla których warto być amatorem

11 września 2017

Jak pewnie niejeden pasjonat fotografii, staram się śledzić różne fotograficzne grupy wsparcia w nadziei, że uda mi się w nich zdobyć praktyczne i wartościowe informacje, a może i czasem dać coś od siebie. Gdy do nich dołączyłam, byłam onieśmielona tym, jak dużo spośród forumowiczów fotografią para się zawodowo oraz jak dużą wiedzę i doświadczenie posiadają. Poczułam się jak ostatni żółtodziób, a dodatkowo zdołowało mnie, gdy kilkukrotnie odesłano mnie z kwitkiem i komentarzami typu: „do książek, a nie głupie pytania zadajesz”.

Dla mnie, niepewnej i początkującej osoby, która bardzo chciała dowiedzieć czegoś więcej od doświadczonych profesjonalistów, był to duży cios. Bo co to za branża, gdzie zawodowcy mieszają z błotem tych początkujących? Utrwaliło mi się, że nigdy nie będę dobra, bo mam bezlusterkowca i to m4/3, pogiętą blendę, a w moim statywie jedna nóżka się obsuwa.

Uciekłam stamtąd i szukając swojego miejsca na fotograficznych forach trafiłam na grupę pasjonatów mojego systemu fotograficznego, gdzie nikt nie przywitał mnie hejtem, a na palcach jednej ręki można było znaleźć osobę, która fotografią para się zawodowo. Dzięki tej grupie zrozumiałam, że bycie amatorem to nie powód do wstydu, a w wielu przypadkach od fotografów zawodowych różni nas tylko to, że na zdjęciach nie zarabiamy. Odzyskałam wiarę we własne możliwości, w swój sprzęt, w konstruktywną krytykę, wzajemną wymianę wiedzy i merytoryczne dyskusje. A potem zastanowiłam się, jak dużo jeszcze w świecie jest takich osób jak ja, którym fotograficzni półbogowie podcięli skrzydła, zanim zdołały je w ogóle rozłożyć.

Ten tekst jest dla tych, którym wciąż głupio wyciągać swój sprzęt (o aparat mi chodzi, oczywiście… 😉 ) przy zawodowcach. Bo nie powinno. I tak, oczekuję, że po przeczytaniu go przestaniesz się wstydzić!

Czytaj dalej…

Fotografia

Nie daj wspomnieniom zniknąć. x Saal Digital

7 września 2017
saal digital

Zdjęcia to fantastyczny sposób na utrwalanie chwil, miejsc i emocji i staram się je robić na każdym wyjeździe, uroczystości, czy nawet zwykłym spacerze. Bo czasem, choćby raz na rok, miło jest wrócić do pięknych momentów i przypomnieć sobie, że życie to nie tylko rutyna i zmartwienia. Dobrze jest też czasem podzielić się ze znajomymi relacją z podróży, z której akurat wróciliśmy. Albo z ważnego wydarzenia, na którym nie było naszych bliskich. Dziwnym trafem jednak ci ludzie, którzy zdjęć robić nie umieją, dzielą się nimi nad wyraz chętnie, a tych znajomych, o których wiem, że zdjęcia robią fantastyczne – nie mogę się o nie doprosić. A, no i zgadnijcie, do której grupy ja należę?

Zawsze popełniałam podstawowy błąd – wracałam z wyjazdu i moja aktywność względem zrobionych zdjęć sprowadzała się do zgrania ich na dysk. Nawet ich nie przeglądałam. Nie jestem osobą, która wieczorami otwiera foldery na laptopie i nostalgicznie wspomina (nierzadko piękne) chwile. To, co trafia na mój komputer, znika w czarnej otchłani dysku, czekając, aż może kiedyś sobie o nim przypomnę. Dopiero moment, gdy otrzymałam plik zdjęć ze ślubu (które na komputerze przejrzałam jeden jedyny raz – po to, żeby wybrać z nich coś  do wydruku), uświadomił mi, że jeśli zdjęć nie będę miała w formie drukowanej… to nigdy do nich nie wrócę. Będąc jeszcze trochę w poślubnej atmosferze, zapragnęłam zrobić fotoksiążkę z podróży poślubnej, choć zupełnie nie wiedziałam jak się za to zabrać. Szczęśliwym trafem firma Saal Digital oferowała w tym czasie test swoich produktów. Pomyślałam więc, że to idealny moment na to, by skorzystać z oferty i wypróbować swoje siły we własnoręcznym stworzeniu takiej pamiątki.

Czytaj dalej…

Fotografia

Czy fotografia mobilna to już fotografia cyfrowa?

4 września 2017
podsumowanie miesiąca

Będąc kiedyś na jakimś festiwalu, natknęłam się na grupę fotografów, robiących zdjęcia występów na scenie. Stali tak naszpikowani lustrzankami, wyginając je na wszystkie strony, manewrując zoomami teleobiektywów i przybierając najróżniejsze pozy. A wszystko po to, by uchwycić artystów pod jak najlepszym kątem. Obok nich stał chłopak z telefonem komórkowym w ręku i z miną skupioną, tak jak oni, uwieczniał to, co widział przed sobą. Fotografowie oglądali się na niego z dezaprobatą i uśmiechali półgębkiem, jakby nie dowierzając, że chłopak miał tupet stawać w jednym rzędzie z nimi.

Widziałam potem zdjęcia ich wszystkich. Chłopak zrobił jedne z najlepszych.

Często przeglądając instagramowe profile blogerek lifestyle’owych i podróżniczych łapię się na tym, że ciężko mi odróżnić, które ze zdjęć wrzucanych przez ich autorki zrobione są aparatem mobilnym, a które cyfrowym. Moje ostatnie osobiste doświadczenia sprawiły, że zaczęłam zastanawiać się nad różnicami pomiędzy fotografią mobilną i cyfrową oraz nad tym, jak cienka stała się już granica pomiędzy obiema kategoriami.

Czytaj dalej…