Książki, Lifestyle, Polecane

It ends with us, Colleen Hoover – recenzja

8 listopada 2017
it ends with us colleen hoover

Colleen Hoover nie jest dla mnie pisarką numer 1. Lubię ją, choć nie uwielbiam. W świecie powielających się i pisanych na jedno kopyto romansów jej powieści są powiewem świeżości. Ukazują zupełnie nowe spojrzenie na miłość – miłość trudną, czy niejednoznaczną, gdzie przeciwności losu są czymś więcej niż ledwie kłodami pod nogami. Jej historie ukazują zupełnie odmienne od utartego spojrzenie na związki dwojga ludzi. I choć dla mnie niektóre z nich, jak na przykład Confess, są z lekka wydumane, a ich rozwiązania dziecinnie naiwne – połykam je jednym tchem. Autorka potrafi bowiem magnetycznie i namacalnie opisywać uczucia bohaterów, dzięki czemu historie te zawsze, mniej lub bardziej, przeżywam: czasem kilka godzin, a czasem kilka dni. Problem w tym, że Hoover przyzwyczaiła czytelników do tego, że jej powieści zawsze kończyły się happy endem, stając się często miodem na stęsknione miłości serca.

A w It ends with us nie ma happy endu.

Książka pozornie wydaje się być banalna. Lily, dziewczyna z bolesnymi doświadczeniami dzieciństwa, to młoda, silna kobieta, która uporawszy się z demonami przeszłości, prowadzi spokojne i stabilne życie. To, co pozostało jej z przeszłości, przekuwa w spełnienie marzeń – wymarzoną kwiaciarnię. Gdy dodatkowo okazuje się, że mężczyzna, którego przypadkowo spotkała pół roku wcześniej, pojawia się ponownie w jej życiu i zaczyna rodzić się między nimi uczucie, wydaje się, że wreszcie wszystko w życiu Lily zdaje się zmierzać ku dobremu.

Jesteśmy świadkami miłości jak z bajki – wyśnionego mężczyzny, wymarzonych początków związku, który może i toczy się troszkę zbyt szybko, ale jest kwintesencją szczęścia, którego każdy w życiu powinien doświadczyć. Miłości, o której każdy skrycie marzy, tak idealnej, że aż nierealnej. Takiej, że gdy główna bohaterka przypadkowo spotyka swoją pierwszą miłość, cząstka duszy krzyczy: „Nie, proszę, nie zostawiaj Ryle’a!”. Być może dlatego moment, w którym cała ta magia znika, trafia jak grom z jasnego nieba.

Bo bańka miłości potrafi prysnąć w ułamku sekundy. I szybko zastępuje ją cierpienie.

I ta książka właśnie tym jest. Cierpieniem. Opisem miłości, tak wielkiej, że nie pozwala podjąć racjonalnej decyzji. To opis upadku – człowieka, związku, zaufania. Przypomnienie, że nie zawsze związek dwojga ludzi da się naprawić, lecz równie niełatwo go zakończyć. Pisarka w tak rozdzierający serce sposób opisuje uczucia i emocje głównej bohaterki, że czytanie tej relacji fizycznie boli. Uświadamia, że łatwo jest ferować wyroki i dawać rady, gdy nie doświadcza się czegoś osobiście. To, jak trudne czasem trzeba w związku podjąć decyzje i jak niejednoznaczne bywają wątpliwości uświadomiłam sobie sama przy końcowej scenie, gdy na przemian prosiłam główną bohaterkę:  „Błagam, zrób to” i „Błagam, nie rób tego, może jest jeszcze szansa”. I samą siebie zaskoczyłam rozważaniami, czy byłabym na tyle ślina, by podjąć decyzję Lily i czy moje własne szczęście zwyciężyłoby nad miłością do ukochanego mężczyzny?

Niewątpliwie fakt, że powieść ta oparta jest na osobistych doświadczeniach autorki i jej rodziny sprawiła, że jest niesamowicie realistyczna, sugestywna i porusza do głębi. Jednakże, w mojej opinii miała swoje naiwne części. Na przykład wątek przyjaciela z przeszłości, z którym  – łatwo przewidzieć – główna bohaterka w domyśle zbuduje szczęśliwy związek. Naiwnym było również postawienie bohaterki w tak komfortowej sytuacji – większość kobiet doświadczających tego, co ona, nie może liczyć nawet na ułamek wsparcia i bezpieczeństwa, które życie dało Lily. Uświadamia jednak także, że nie ważne w jak bardzo komfortowej życiowo sytuacji się znajdujemy, podjęcie pewnych decyzji będzie wymagało heroicznej odwagi.

Gdy sięgałam po tę powieść, jak tlenu potrzebowałam historii miłosnej, która kończy się dobrze, nieważne po jakich turbulencjach. Traf chciał, że nie przeczytałam żadnych recenzji, dlatego nie byłam świadoma, iż It ends with us jest książką cholernie trudną, a Colleen Hoover dosłownie złamała mi nią serce.

Wciąż, gdy myślę o tej historii, pytam: dlaczego? Dlaczego tak musiało się stać?

Ta książka boli, lecz jednocześnie powinna być obowiązkową lekturą nie tylko każdej kobiety, ale i każdego mężczyzny. Uświadamia bowiem, jak bardzo powinniśmy doceniać miłość, którą mamy, jakkolwiek nieidealna by była – jeśli tylko nie sprawia nam bólu.

Gorąco Wam ją polecam.

You Might Also Like