Polecane, Social media

Mark na Kapitolu, czyli co z tym fejsem?

12 kwietnia 2018
facebook

O aferze, której jednym z głównych aktorów (a z pewnością najważniejszym) jest facebook, mniej lub więcej słyszał już chyba każdy, choć mało kto potrafił do końca określić, o co chodzi. Ot, miał miał miejsce (kolejny w ostatnich czasach) wyciek danych, wspominano jakąś firmę z Cambridge i dokładano do tego wybory Trumpa oraz Brexit. Tylko tyle.

Aż tyle.

Nie jestem ekspertem od facebooka, nie znam jego tajników nawet w połowie tak dobrze, jak znam instagrama. Nie używam narzędzi developerskich, nigdy nawet nie ściągnęłam swoich własnych danych. Pomimo to, z zainteresowaniem śledziłam zeznania Marka Zuckerberga na Kapitolu i poświęciłam mnóstwo czasu na to, by mniej lub bardziej uważnie wysłuchać wszystkich pytań i odpowiedzi. Po to właśnie, by zrozumieć.

Czy mi się udało? Jeśli ciekawią Cię moje odczucia, zapraszam dalej.

Możesz nie wiedzieć do końca, o co chodzi i to jest w porządku – ja też nie znałam wszystkich faktów. Przybliżę więc całą sprawę. W 2014 r. Spółka SCL Elections (SCL), spółka-matka Cambridge Analytica (CA), podpisała umowę wymiany danych z Global Science Research (GSR), organizacją, której właścicielem był Alexandr Kogan, wykładowca na Cambridge University.

Kogan, profesor psychologii, stworzył aplikację oferującą quizy psychologiczneThis Is Your Digital Life – za pośrednictwem której zbierał dane na temat użytkowników facebooka, a następnie dane te udostępniał CA. Firma reklamowała się na Amazonie, gdzie zachęcała użytkowników do wykorzystywania aplikacji, płacąc im 5 dolarów za rejestrację. Odpowiedzi, jakich udzielali w quizach, były łączone z ich profilami na facebooku (w tym z informacjami dotyczącymi płci, wieku, statusu związku, lokalizacji, lajków), by w rezultacie utworzyć ich profil osobowy oraz zidentyfikować polityczne przekonania.

W ciągu kilku miesięcy aplikację pobrało 320 tys. osób, które udostępniły dane nie tylko swoje, a także swoich znajomych na Facebooku – bo takie dane aplikacja pobierała. Firma weszła w posiadanie informacji na temat łącznie ok. 87 mln osób. Te dane zostały przekazane do SCL, która targetowała spersonalizowane polityczne reklamy dla klientów i partnerów CA.

CEO Aleksander Nix przyznał, że CA odegrało ogromną rolę w kampanii wyborczej Donalda Trumpa w 2016r. Możliwe też, że wpłynęła na wyniki referendum dotyczącego Brexitu (więcej tutaj).

Po ujawnieniu całej sprawy przez Guardiana, facebook zaprzeczył, jakoby działanie to było naruszeniem bezpieczeństwa danych, gdyż użytkownicy świadomie oddawali swoje informacje aplikacji. Jednocześnie jednak zablokował dostęp do serwisu firmom SCL, CA oraz Koganowi i uaktualnił politykę prywatności i bezpieczeństwa danych.

Problem w tym, że o całej sprawie facebook wiedział już w grudniu 2015 r. i zdecydował się nie informować o tym użytkowników.

To właśnie zaniechanie było jednym z głównych błędów, jakie zarzucano Markowi Zuckerbergowi w ciągu ostatnich 2 dni.

Kongresowy zawrót głowy

W świetle całej sprawy Kongress Stanów Zjednoczonych wezwał facebooka do złożenia wyjaśnień. Od wielu dni spekulowano, czy jego CEO pojawi się na przesłuchaniu osobiście, czy wyśle przedstawiciela, jak to zwykł robić w innych sytuacjach. Jednak w kontekście sprawy o takim kalibrze, decyzja mogła być tylko jedna i 10 kwietnia 2018 r. Mark Zuckerberg zasiadł przed Kongresem Stanów Zjednoczonych, by odpowiedzieć na pytania.

Dzień pierwszy przesłuchania Marka Zuckerberga na Kapitolu

Nie będę Was zachęcać do obejrzenia pięciu godzin przesłuchania. Nie róbcie tego, bo to strata czasu. Nie dowiecie się z niego nic wartościowego. Senatorowie zadawali pytania zupełnie niezrozumiałe i nierzadko kuriozalne. Przygotowane przez członków sztabu, osoby młode i aktywnie korzystające z social mediów, miały pokazać wiedzę, a odniosły wręcz odwrotny skutek, bowiem część Senatorów zdawała się w ogóle nie rozumieć, co czytają z kartki. Zła i nieadekwatna terminologia przelatywała przez salę we wszystkich kierunkach, powodując zdezorientowanie nie tylko słuchaczy, lecz również samego Zuckerberga.

Ten wykorzystywał to na całego. Każde niedopowiedzenie, każde opaczne ujęcie problemu, potkniecie językowe, źle użyte słowo potrafił zgrabnie przekuć na swoją korzyść. Jego wypowiedzi, przeciągane wpierw przez zdania mające ugrać czas, były ogólnikowe i brakowało im konkretów. Niczego nie wiedział na pewno. Na palcach jednej ręki można wyliczyć pytania, na które powiedział po prostu tak lub nie, choć wielokrotnie o to do niego apelowano. Przesłuchanie więc przemieniło się w festiwal wymijających odpowiedzi, zaczynających się od

This is a very important question.

oraz

That is a good question.

poprzez

I believe…

i

I assume…

na

I will get back to you with an answer to that question.

oraz

Let me follow up on that.

kończąc.

I spośród tych wszystkich uników i ogólników dało się wyciągnąć jedną ważną i zdumiewającą konkluzję – niechęć do ujawniania informacji. Coś, co mogło pozwolić Zuckerbergowi na względnie bezbolesne przebrnięcie przez pierwszy dzień przesłuchania, lecz uwydatniło się następnego.

Drugi dzień przesłuchania Marka Zuckerberga na Kapitolu

Komisja ds Energii i Handlu, która nadzoruje w USA kwestie związane z telekomunikacją i internetem okazała się trudniejszym rozmówcą. Zgromadzeni w niej Kongresmeni wykazali się dużo lepszą znajomością tematu i przygotowaniem do rozmów. Padało wiele gorzkich słów, zarzutów i – co najważniejsze – szczegółowych pytań, a atmosferę na sali wypełniała rosnąca irytacja na brak jasnych i konkretnych odpowiedzi i deklaracji.

Zuckerberg: I’m not familiar with the details.

Congresswoman: So. Let’s. Get. Familiar.

Tak jak poprzedniego dnia Zuckerberg mówił zbyt dużo, zbyt ogólnie. Nie pamiętam pytania, na które uzyskano konkretną odpowiedź. Nie znał danych i liczb – i choć nikt nie oczekuje od prezesa tak wielkiej firmy wiedzy nieskończonej, tak można było odnieść wrażenie, że albo – co mało prawdopodobne – nie był dobrze przygotowany, albo próbował ukryć fakty.

I to właśnie główne odczucie, które miałam po wysłuchaniu ponad 10 godzin rozmów. Bo wszystkie te szczegóły, które Zuckerberg obiecał przekazać swym rozmówcom w followupach, wszystkie dane i wrażliwe informacje, które w nich zawrze, zostaną przekazane do rąk władz i nigdy nie dotrą do opinii publicznej, tych, których to najbardziej dotyczy – i dotyka. Nas. Użytkowników.

Przez te dwa, z pewnością stresujące, dni Zuckerberg przebrnął nad wyraz gładko. Jednakże mam nadzieję, że te uniki, które wykonywał przed Kongresem Stanów Zjednoczonych nie pomogą mu w starciu z Parlamentem Wielkiej Brytanii oraz Parlamentem Europejskim. Zwłaszcza, przed tym drugim, w czasie, gdy cała UE nerwowo dozbraja się do wdrożenia w życie RODO.

Po tym wszystkim pozostaje tylko niepewność i wątpliwości – co do wiarygodności wyników dwóch najważniejszych w ostatnich latach kampanii politycznych. Oraz co do tego, czy dane te, znajdujące się już poza serwisem, nie są rozsprzedawane gdzieś w otchłaniach darknetu za kryptowaluty i czy – oraz na ile – wpłyną na inne wybory na całym świecie.

Według ostatnich doniesień, wyciek danych mógł dotknąć nawet 57 tys. osób w Polsce. Niepokoisz się o swoje dane? Na oficjalnej stronie pomocy facebooka możesz sprawdzić, czy wyciek ten dotknął również Ciebie.

Ściskam! / U.

You Might Also Like

1 Comment

  • Reply Olka 15 kwietnia 2018 at 21:57

    Ja już od jakiegoś czasu niewiele korzystam z facebooka. Moje dane nie wyciekły (na szczęście), możliwe, że całkiem skasowałabym konto, gdyby nie to, że należę do kilku wartościowych grup, w tym grupy wolontariackiej fundacji, do której należę. Cała ta sprawa z fb mówiąc szczerze wcale mnie nie zdziwiła… ludzie dobrowolnie podają swoje dane i akceptują regulamin, którego nawet nie przeczytali. A wyraźnie się w nim zgadzają na sprzedaż danych…

  • Leave a Reply